Relacje

Między wolnością a tęsknotą. Część III

Między „świętym spokojem” a tęsknotą, której nie da się zagłuszyć** czyli o współczesnych singlach na koniec Zauważyłam ostatnio, że w […]

Artur Wojciechowski
Artur Wojciechowski
Autor programu
calendar_today 22.02.2026

Między „świętym spokojem” a tęsknotą, której nie da się zagłuszyć** czyli o współczesnych singlach na koniec

Zauważyłam ostatnio, że w rozmowach o relacjach coraz częściej pojawia się słowo „wolność”. Mężczyźni mówią o niej z ulgą, kobiety z dumą, a obie strony z przekonaniem, że to właśnie ona jest dziś najcenniejszą walutą. Wolność od oczekiwań. Wolność od kompromisów. Wolność od emocjonalnych turbulencji, które kiedyś nazywaliśmy po prostu „życiem”.

Ale im dłużej słucham tych deklaracji, tym bardziej widzę, że pod tą wolnością często kryje się coś zupełnie innego. Nie triumf. Nie lekkość. Raczej ciche westchnienie ulgi, które brzmi jak: „Nie muszę się z niczym mierzyć”.

Bo prawda jest taka, że współczesna samotność bywa wygodna. Nie trzeba tłumaczyć swoich reakcji. Nie trzeba konfrontować się z czyimś rozczarowaniem. Nie trzeba zaglądać w te zakamarki siebie, które najchętniej zamknęlibyśmy na klucz. Samotność nie pyta, skąd ten lęk. Nie dopytuje, dlaczego uciekasz. Nie domaga się, żebyś był czy była bardziej obecna, bardziej czuła, bardziej prawdziwa.

Samotność jest jak pokój hotelowy — czysty, uporządkowany, bez śladów czyjejś historii. Ale też bez ciepła, które zostaje na poduszce, kiedy ktoś rano wychodzi do pracy.

Kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy deklarują, że „wybierają bycie singlem”, widzę, że często nie wybierają samotności, tylko wybierają spokój od własnych emocji. Mężczyźni uciekają w dystans, kobiety w kontrolę, ale kierunek jest ten sam — jak najdalej od tego, co trudne.

I nie ma w tym nic złego. Naprawdę. Każdy z nas ma prawo chronić swoje serce tak, jak potrafi. Tyle że serce nie jest stworzone do tego, by je chronić — ono jest stworzone do tego, by czuć.

A uczucia mają to do siebie, że prędzej czy później upominają się o uwagę. Czasem w postaci tęsknoty, która pojawia się wieczorem, kiedy gasną wszystkie powody, by być dzielnym. Czasem w postaci niepokoju, który mówi: „To nie jest pełnia, to tylko bezpieczna połowa”. Czasem w postaci cichego pytania: „A gdyby tak spróbować jeszcze raz?”.

Nie twierdzę, że każdy powinien być w związku. Nie twierdzę, że samotność jest gorsza. Twierdzę tylko, że warto wiedzieć, dlaczego wybieramy to, co wybieramy. Czy to decyzja, czy ucieczka. Czy to wolność, czy strach przebrany za wolność.

Bo kiedy zaczynamy rozumieć siebie — naprawdę rozumieć, nie tylko analizować — dzieje się coś niezwykłego. Przestajemy bać się bliskości. Przestajemy traktować relacje jak pole minowe. Przestajemy mylić spokój z odcięciem.

I wtedy, zupełnie niepostrzeżenie, pojawia się przestrzeń na coś, co wcale nie odbiera wolności, tylko ją poszerza. Na relację, która nie jest ciężarem, lecz współbrzmieniem. Na bliskość, która nie pożera, tylko wzmacnia. Na miłość, która nie wymaga rezygnacji z siebie, tylko zaprasza do bycia sobą jeszcze pełniej.

Może więc nie chodzi o to, by wybierać między samotnością a związkiem.
Może chodzi o to, by wrócić do siebie.
A wtedy — cokolwiek wybierzemy — będzie to wybór, a nie lęk.

Udostępnij thumb_up share
Artur Wojciechowski

O autorze

Artur Wojciechowski

Przewodnik Wewnętrznego Przywództwa

Chcesz iść dalej?

40 stron konkretnych narzędzi dla mężczyzn, którzy czują że czas coś zmienić.

Pobierz przewodnik — 49 zł

Czytaj dalej

Wszystkie wpisy
Przewijanie do góry