Samotność, która przyszła w eleganckim opakowaniu
Zauważyłem pewną modę, która rozgościła się w rozmowach równie pewnie jak latte z owsianym mlekiem na stolikach w kawiarniach. Modę na deklarowanie, że „jestem singlem z wyboru”. Mężczyźni mówią to z miną zdobywców, kobiety z miną emancypantek, a obie strony z przekonaniem, że oto dotarliśmy do nowego etapu cywilizacyjnego — etapu, w którym nikt już nie musi się tłumaczyć z tego, że żyje po swojemu.
I dobrze. Naprawdę dobrze.
Tylko że im dłużej słucham tych deklaracji, tym bardziej widzę, że to „po swojemu” bywa czasem bardzo podobne do „po cichu uciekam”.
Bo samotność zrobiła się dziś niezwykle atrakcyjna. Ma dobry PR. Jest jak designerskie mieszkanie — czyste, uporządkowane, bez śladów czyjejś obecności. Można w nim wszystko ustawić tak, jak się chce. Można zamknąć drzwi i mieć święty spokój. Można nie tłumaczyć się z nastrojów, nie negocjować planów, nie konfrontować się z czyimś rozczarowaniem.
Samotność nie pyta, dlaczego milczysz.
Samotność nie dopytuje, skąd ta złość.
Samotność nie domaga się, żebyś był bardziej obecny albo bardziej czuła.
Samotność jest wygodna.
Ale wygoda to nie to samo co spełnienie.
Kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy z dumą mówią, że „wybrali bycie singlem”, widzę, że często nie wybrali samotności — wybrali spokój od własnych emocji. Wybrali nie konfrontować się z tym, co trudne. Wybrali nie ryzykować. Wybrali nie odsłaniać się tam, gdzie kiedyś bolało.
Mężczyźni mówią, że wolą wolność.
Kobiety mówią, że wolą niezależność.
A ja widzę, że wszyscy wolą nie dotykać tego, co w środku drży.
Bo w środku drży zawsze.
Nawet jeśli na zewnątrz jesteśmy bardzo nowocześni.
I nie chodzi o to, że każdy powinien być w związku. Nie chodzi o to, że samotność jest gorsza. Chodzi o to, że warto wiedzieć, dlaczego wybieramy to, co wybieramy. Czy to naprawdę wolność, czy tylko strach przebrany za wolność. Czy to naprawdę spokój, czy tylko odcięcie. Czy to naprawdę wybór, czy tylko echo dawnych zranień.
Współczesna samotność jest elegancka, minimalistyczna i bardzo instagramowa.
Ale kiedy gasną światła, a dzień kończy się ciszą, okazuje się, że w tej elegancji brakuje jednego — ciepła, które zostaje na poduszce, kiedy ktoś rano wychodzi do pracy.
I może właśnie dlatego warto przyjrzeć się temu, co naprawdę stoi za naszymi decyzjami.
Bo czasem samotność jest wolnością.
A czasem jest tylko pięknie opakowanym lękiem.
O autorze