Przez długi czas myślałem, że wszystko jest w porządku.
Robiłem swoje. Pracowałem. Dowoziłem. Ogarniałem.
Z zewnątrz wyglądało to jak siła.
W środku jednak coś zaczynało się kruszyć.
Nie było żadnego wielkiego kryzysu.
Żadnego spektakularnego upadku.
Żadnego „dna”.
Było tylko ciche, uporczywe poczucie, że oddalam się od siebie.
I dopiero po czasie zrozumiałem, że to właśnie tak wygląda moment, w którym mężczyzna traci kontakt ze sobą.
Nie w dramacie.
W codzienności.
Dziś chcę Ci o tym opowiedzieć, bo może jesteś dokładnie w tym miejscu.
Zorientowałem się, że działam, ale nie wiem po co
W pewnym momencie zauważyłem, że robię rzeczy, które kiedyś miały sens… ale już go nie miały.
Zadania, obowiązki, projekty, cele — wszystko szło do przodu.
Tylko ja nie szedłem.
Zatrzymałem się któregoś dnia i zapytałem siebie:
„Po co ja to robię?”
I nie usłyszałem odpowiedzi.
Jeśli masz podobnie to pierwszy sygnał.
Moje ciało mówiło „stop”, a ja mówiłem „jeszcze trochę”
To było najbardziej zdradliwe.
Napięcie w karku.
Ścisk w brzuchu.
Płytki oddech.
Bezsenność.
Zmęczenie, którego nie dało się odespać.
Myślałem, że to normalne.
Że tak wygląda dorosłość.
Że tak wygląda odpowiedzialność.
Dziś wiem, że to było wołanie:
„Zatrzymaj się. Posłuchaj mnie. Jestem przeciążony.”
Może Twoje ciało mówi do Ciebie dokładnie to samo.
Zauważyłem, że reaguję zamiast wybierać
Kiedy tracisz kontakt ze sobą, zaczynasz działać automatycznie.
Ktoś coś powie — reagujesz.
Coś się wydarzy — wybuchasz albo zamykasz się.
Ktoś czegoś chce — zgadzasz się, choć nie chcesz.
Masz potrzebę — milczysz.
To nie byłem ja.
To były moje części:
strach, wstyd, kontrola, perfekcjonizm, przetrwanie.
Jeśli masz wrażenie, że czasem „coś przejmuje stery” — to nie przypadek.
Nie potrafiłem nazwać, co czuję
Nie dlatego, że nie czułem.
Czułem aż za dużo.
Tylko że:
- nie wiedziałem, co to jest,
- nie wiedziałem, skąd się bierze,
- nie wiedziałem, co z tym zrobić.
Emocje były jak fala, która przychodziła i zabierała mnie ze sobą.
Jeśli masz momenty, w których czujesz „za dużo” albo „nic” — to też jest sygnał.
Coraz częściej miałem wrażenie, że powinienem być kimś innym
To było najtrudniejsze.
Robiłem rzeczy, które „wypada”.
Zachowywałem się tak, jak „powinienem”.
Spełniałem oczekiwania, które nie były moje.
A mój własny głos stawał się coraz cichszy.
Jeśli czujesz, że żyjesz bardziej dla świata niż dla siebie — to nie jest przypadek.
To znak, że zgubiłeś siebie po drodze.
W relacjach byłem albo za blisko, albo za daleko
Kiedy nie masz kontaktu ze sobą, trudno mieć kontakt z drugim człowiekiem.
Albo brałem za dużo odpowiedzialności.
Albo odcinałem się i zamykałem.
Oba były formą ucieczki od siebie.
Może znasz to z własnych relacji.
Najbardziej uderzyło mnie to jedno zdanie: „To nie jestem ja”
Nie powiedziałem go na głos.
Ono po prostu pojawiło się w środku.
Ciche.
Proste.
Prawdziwe.
„To nie jestem ja.”
I to był moment, w którym zacząłem wracać.
Dlaczego Ci to opowiadam?
Bo może jesteś dokładnie w tym miejscu, w którym ja byłem.
Może czujesz, że coś jest nie tak, ale nie potrafisz tego nazwać.
Może działasz, ale nie czujesz.
Może żyjesz, ale nie jesteś obecny.
I chcę Ci powiedzieć jedno:
To jest moment, w którym zaczyna się zmiana.
Nie wtedy, gdy jest źle.
Nie wtedy, gdy wszystko się wali.
Tylko wtedy, gdy czujesz, że chcesz wrócić do siebie.
Wewnętrzne Przywództwo zaczyna się dokładnie tutaj
Ten program powstał z tego miejsca.
Z potrzeby powrotu do siebie.
Z potrzeby odzyskania kontaktu, jasności, kierunku i wewnętrznej siły.
Jeśli czujesz, że to jest o Tobie — zapraszam Cię do kolejnego kroku.
Właśnie rusza przedsprzedaż, w której możesz:
- dołączyć jako jeden z pierwszych,
- mieć wpływ na rozwój programu,
- otrzymać preferencyjną cenę,
- i przejść proces, który naprawdę zmienia życie.
O autorze